Ronda, pies z zepsutym ogonem

Czy wierzycie w miłość od pierwszego wejrzenia? Taką, jak ta chociażby ze 101 Dalmatyńczyków? Pamiętacie to miłosne opętanie Pongo i Perdity?  Albo weźmy dla przykładu Pocahontas i Johna Smitha? Tak było i teraz. Pomimo, że koniec tej historii jest jedną wielką niewiadomą, to warto opowiedzieć o wielkiej miłości, tymczasowo jednostronnej.

Dzisiaj bardziej osobiście o kudłatym stworzonku, które od niemalże roku jest panią na włościach. Ronda (częściej Rondel) jest miłością od pierwszego „mojego” wejrzenia. I chociaż ona może się wzdrygać przed wszelkimi próbami kiziania czy całowania jej w wytarty nos, to trudno. Miłość nie wybiera.  

Całkiem niedawno pisałam, iż niejedno psie życie zostało zniszczone przez ludzką obojętność i bezmyślność. Głęboko jednak wierzę, że świat nie jest do końca taki zły i że drobnymi czynami możemy poprawić los chociaż jednej istoty. A to już coś.  Los Rondy być może początkowo zbiegł się  z tym od wakacyjnych wygnańców, ale w końcu uśmiechnęło się do niej szczęście. Ktoś tam na górze splątał nasze ścieżki i teraz ciągnę Rondla ze sobą, po naszej wyboistej drodze (dosłownie i w przenośni).

13336176_10206290097595638_1586763946_n

Historia wyjątkowa pod każdym względem, dwunożna Ona, szwendająca się po schronisku, czasem wertująca strony by popatrzeć, poczytać…i czterołapowa Ona, schowana w swoim boksie, w strefie Wycofańców, ze wstępem dla wtajemniczonych. Cudem ich drogi spotkały się za sprawą jednej fotografii.

Piękna w każdym calu, przerażała wielkością, powalała ilością futra i nostalgicznym spojrzeniem. Co było o niej wiadomo? Niewiele. 6 lat na karku, z czego połowa spędzona w schronisku. Wycofana, z trudną przeszłością…jaką? tego nie wie nikt, tylko ona sama. Do tego popsuty ogon, bo nie merda, tylko klei się do nogi, gdy widzi człowieka.  Wiedziałam, że muszę ją zobaczyć na żywo. Już! Najlepiej od razu. Wcześniejsze zarzekania się, że ja żadnego psa nie chcę, bo takich rzeczy nie robi się kotom, szlag trafił. Co więcej zamiast szczeniaka, w domu miała zamieszkać dorosła Malamutka? 

Nasza miłość od samego początku nie była usłana różami. Przełamywanie lodów przy każdorazowej próbie ubierania jej szelek przez dach budy wołało o pomstę do nieba i z różami niewiele miało wspólnego.

A radość Rondy przy moim każdorazowym opuszczaniu terenu boksu- bezcenna. Ten neon nad psią głową: JAK DOBRZE, ŻE POSZŁA SOBIE! 

Trzy miesiace przepychanek w budzie minęły, aż nadszedł dzień D jak Dom. Nowa smycz, posłanko, karma, obroża i lanserska smycz. Wszystko, by życie Rondla nabrało nowego wymiaru. 

Z całą pewnością najbardziej cieszyłam się z tego ja. Ronda z całym swym psim brakiem entuzjazmu popłynęła z prądem. By razem z nim tydzień wspólnego mieszkania otworzyć sobie drzwi i zwiać prosto przed siebie. Pies, który hipochondrycznie udawał niedołęznego, uciekał jak mały samochodzik. Akcja poszukiwawcza zakończyła się dwa dni później, by siłą przywlec uciekinierkę do domu.11904708_10204674046075360_3011584006954896857_n

Teraz czas nabrał nowego wymiaru, ten Przed Wielką Ucieczką i ten Po.

Czas Po przyspieszył, a wspólne dzielenie przestrzeni wymusiło przewartościowanie kocich, psich oraz ludzkich zachowań i przyzwyczajeń. Emocje opadły, ale wspomnienia Rondy wciąż są niezwykle mocne.

Rondel to pies szczególny, kto zna, ten wie. Jest dowodem na to, jak przeszłość potrafi zburzyć wiarę, zaufanie i zarazić lękiem do wszystkiego.

I serce się kraje patrząc wciąż w te smutne psie oczy, ten przyklejony schowany ogon, panikę, gdy zbliżam się ją …pogłaskać. Chlebem powszednim jest strach przed smyczą, wyjściem z domu, strach przed szybszym gestem, przed obcymi, przed nami też. 

Ronda to pies specyficzny pod każdym względem. Spacery to utrapienie, smycz wyciągnięta na długość ile fabryka dała i pies człąpiący z zerowym entuzjazmem gdzieś tam w odległej galaktyce. Czasem wypada się obejrzeć, czy wciąż człapie, czy może przegryzła smycz …

Malamutka nie znosi żadnej psiej aktywności. Wszelkie próby znalezienia dla niej sportu marzeń, skończyły się fiaskiem:D Wspólne bieganie, jeżdżenie na rowerze czy rolkach nie są tym, co Ronda lubi najbardziej:) Ale czy Pańcia się podda? Ależ skąd!!!

12019782_10204825791668905_1747474160209074214_n

Lista jest fobii i traum jest nieskończenie długa. Ale na szali zaczynają sie pojawiać te bardziej pozytywne, jak chociażby szantażowanie o poranku, by dostać przysmaki, szantażowanie po południu by wymusić psie chrupki i szantażowanie wieczorem, gdy pora psiej kolacji.

To oszustka pierwszej klasy, ale co najważniejsze psia szkoła teatralna nie poszła na marne i Rondel skradł nasze serca.

Jednak każda najmniejsza zmiana na lepsze to wielka radość. Proces ten następuje powoli. Mam jednak nadzieję, że Ronda z czasem zapomni o tym co złe i zamerda. O niczym bardziej nie marzę, jak o witającym mnie Rondlu:) A nawet jeżeli tego nie zrobi, to mam nadzieję, że po psiemu jest po prostu spokojna i na swój sposób szczęśliwa:)

Dodaj komentarz