Wyjechała na wakacje …prostownica do włosów. Jak przeżyć w zgodzie z naturą.

Nałogowcy są wśród nas! I nie chodzi tutaj bynajmniej tylko o zbyt częste zaglądanie do kieliszka, czy też zaciąganie się trzema papierosami na raz. Odbić może na każdym punkcie, ot chociażby można oddawać się drożdżówkowej rozpuście każdego ranka, pić pięć kaw dziennie, by móc w ogóle funkcjonować, zbyt często zmieniać skarpety, mieć obsesję na temat czystych rąk itd. Ile ludzi, tyle nałogów. Każdy w jakimś stopniu spędza sen z powiek, bądź zajmuje myśli na ciut dłuższą chwilę.

Ale przejdźmy do rzeczy. Przyznaję się bez bicia, iż moja przypadłość dotyczy…prostowania włosów.  Pech chciał, że matka natura skręciła  pukle. Nie są to zabójcze loki sprężynki (na szczęście) jednak nieokreśloność moich fal doprowadza mnie do szewskiej pasji i od ponad dwóch dekad walczę  z tym faktem z lepszym bądź gorszym skutkiem. A do kompletu moich zmartwień doszła niedawno grzywka, niesforna, wiecznie tłusta od poprawiających ją paluchów, niewyglądająca bez dwóch rozgrzanych tytanowych płytek.

Przez te dwadzieścia lat nastąpiła swoista REWOLUCJA. Sposoby walki z naturalnością ewoluowały. Od tony żelu i spinek zakładanych na noc, przyszła pora na prostownice do włosów. Stała się ona zbawieniem, wynalazkiem na miarę Nobla. Dla mnie jedyny przedmiot, który zabrałabym na bezludną wyspę:) Ot dla efektu placebo i świadomości, że jest ze mną.

Jednak przynajmniej raz w roku przychodzi taki czas, gdy musimy rozstać się na tydzień, bądź dwa. Bywa też tak, że jedziemy razem, jednak w totalnym milczeniu, gdyż zarówno ja, jak i prostownica wiemy, że nie będzie nam dane spędzić razem żadnego rozgrzanego poranka. W głowie kłębią się pytania: jak to będzie?!? Jak przetrwam bez 230 stopni na wyświetlaczu?!!?

Jak się domyślacie, tym dramatycznym czasem rozstania i odwyku jest URLOP:|

Doskonale znacie ten moment, gdy świeżutcy i pachnący wsiadacie do samochodu, włos prosty jak strzała i  rozwiany jak w reklamie, pcha się przed obiektyw aparatu. Wiadomo to w końcu PIERWSZY DZIEŃ urlopu . Snujecie wizję pięknych zdjęć, romantycznego spacerowania chociażby w nowej bluzce, która prezentuje się rewelacyjnie, a wszystko uwieczniacie na fotografiach.  Jednak zapominacie o jednym szczególe. Czekają Was 24 godziny podroży na miejsce przeznaczenia, w upale, w samochodzie z zepsutą klimatyzacją. Bajka!

14101768_10206857967032019_2054826840_n

DZIEŃ DRUGI! Jesteście na miejscu, wstajecie pełni entuzjazmu, pomimo nocy spędzonej w samochodzie. Zaczyna się przygoda, 14 dni niesamowitych wrażeń, fantastycznych plenerów, spanie w dziczy, z dala od ludzi i od prądu…Upał sprawia, że włosy wiążecie w pseudo-koczka, aby spływający po plecach pot, nie zakręcił Wam włosów na karku. Wciąż pamiętacie z jaką dokładnością prostowaliście pukiel po puklu. Spoglądacie w lustro. Jest dobrze! Grzywka (jeszcze) pod kontrolą:) Ufff

14101980_10206857968472055_2004130631_n

TRZECIEGO DNIA boicie się otworzyć oczy. Pojawia się lekki strąk. Grzywka poddaje się pod wpływem palącego słońca i spoconego czoła. Z chirurgiczną precyzją kładziecie włosek na włosku, aby przykleić je do czoła i zrobić z tego mistyfikację świeżo umytej grzywki. Wygląda to dość nieudolnie przy każdym podmuchu wiatru. Staracie się stawać tyłem do wszelakich ruchów powietrza. Maskarada trwa.

14089599_10206859558191797_1727386466_n

CZWARTEGO DNIA całkowicie tracicie kontrolę nad grzywką. Przetłuszczenie osiąga 6 w 1o-cio stopniowej skali. Mimo wszystko wciąż odwlekacie mycie głowy, bo co będzie po, jest dużo gorsze dla Was i dla otoczenia. Dzień szybko mija, atrakcja goni atrakcję i choć na chwilę zapominacie o tym, co przyniosą następne, narcystyczne dni.

14089329_10206859490670109_563366471_n

DZIEŃ PIĄTY. Jesteście jacyś niewyraźni. Ręce nerwowo trzęsą się przy spoglądaniu w lustro. Na usta ciśnie się jedno zdanie: NIE WYGLĄDAM, ŁOO MATKO! Z włosami nie da się zrobić już nic. Cały dzień chowacie je pod czapką z daszkiem. Nie wyglądam! Szkoda gadać, ale to początek Waszego końca.14055590_10206859614993217_291927171_n

…nadchodzi DZIEŃ SZÓSTY…

Decydujecie na na umycie włosów. Chwilowa euforia pod strumieniami wody zamienia się w morze rozpaczy o poranku. Wtedy przypominacie sobie jak wyglądacie naprawdę. Ot dziewczę w pełnej krasie, jak je Pan Bóg stworzył.

14111955_10206859950641608_959926084_n

DZIEŃ SIÓDMY…

DZIEŃ ÓSMY…

DZIEŃ DZIEWIĄTY…

Piiiiiii………Ja chcę do domu!!!!

8 Replies to “Wyjechała na wakacje …prostownica do włosów. Jak przeżyć w zgodzie z naturą.”

  1. Kinga wyglądasz na kaudym zdjexiu pieknie.
    Mam nadzieje ze podroz sie udala…piekne fotki na Fb

    1. Dziekuje! Oj było cudownie! Ale na jakiś czas porzucam kierunek Rumunii i Mołdawii. Czas uderzć w inną stronę świata:)

  2. Fajnie czasem zostawić na głowie nieład, a potem na nowo docenić prostownicę 🙂

    1. Dokladnie!!! Powroty sa najlepsze, wtedy docenia się wszystko! Od ciepłej wody zaczynając na czystej pościeli kończąc.

  3. Akurat uzywanie prostownicy jest mi obce, ale w pewnym sensie rozumiem dramat 🙂 powodzenia!! 🙂 udanego urlopu mimo wszystko 🙂

    1. Ja niestety jestem uzależniona:) Nie wiem jednak, czy czekolada nie jest moim największym nałogiem:) Tak poza tym to moja silna wola wyjechała na wakacje 33 lata temu. Pozdrawiam serdecznie!

  4. Czesc.Na ostatnim …..pamietam Ciebie to było dawno och naprawde dawno……. .Pozdrawiam

    1. A to Ty!:) z 2,5 dekady temu:)

Dodaj komentarz