Jak być bezdomnym turystą w Rumunii

Wakacje, wakacje i po wakacjach… Rumunia zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Gdy byłam tam po raz pierwszy w 2014 roku, wiedziałam, że na tym się nie skończy.  Tyle co planowałam wyjazd, a już jestem w domu, by segregować wspomnienia.  Ta podróż, jak moje poprzednie ostatnimi czasy, należała do tych low-cost (wg moich osobistych kryteriów kwalifikacji).  Z racji tego, iż Rumunia jest krajem wysoce elastycznym pod względem podejścia do turystów, spanie pod chmurką jest jak najbardziej możliwe. Spać można praktycznie wszędzie. Wszystko zależy od okoliczności i przede wszystkim odwagi. Dzieki malej dozie szaleństwa, miejsca, w jakich przyszło nam nocować były po prostu fenomenalne. I żaden hotel, którego, nota bene, nie było tam, gdzie chcielibyśmy spać, nie zapewniłby nam takich dobrodziejstw natury.

Decydując się na spanie „na dziko” zawsze istnieje element ryzyka, że wydarzy się coś, co ostatecznie przesądzi o ocenie wyjazdu. Jak widzicie, nikt nas nie poćwiartował, nie zjadły nas niedźwiedzie ani nie porwali Cyganie:)

Nie przedłużając  wstępu przejdźmy do tematu, jak być bezdomnym turystą …w kraju Drakuli.

O wyborze noclegu decydowały dwa kryteria, bezpieczeństwo oraz atrakcyjność i niekoniecznie w tej kolejności. Nauczeni doświadczeniem wiemy, że trzeba spać tam gdzie ładnie. Nie szukać miejscówki, gdzie może być jeszcze lepiej. Zapadający zmrok i nerwy, mogą sprawić, że przegapi się świetną okazję do fantastycznego miejsca. Dlatego śpimy tam, gdzie dyktuje nam intuicja.

Tym oto sposobem, pierwszą noc u Wlada Palownika zaliczyliśmy na starym kempingu w dolinie Izy, nieopodal Calinesti (Region Maramuresz). Dzieliła je z nami rodzina Francuzów, podróżująca kamperem. Takie wyjazdy są doskonałą okazją by poćwiczyć znajomość języków i przy okazji podzielić się doświadczeniami. Oczywiście nie bójcie się pytać, co warto zobaczyć, bądź gdzie się udać dnia następnego w okolicy, gdyż ktoś był tam przed nami i jest kopalnią wiedzy na ten temat.  Dokładnie tak było w tym przypadku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po owocnej wymianie zdań, wieczór uraczył nas upragnionym odpoczynkiem zaś… ranek bajecznym wschodem słońca, który na długo zapamiętam.Dolina Izy

Przemierzając Maramuresz, Dolinę Izy i wszystkie malownicze wioski, nie byliśmy pewni czy zostać tutaj na drugą noc. Jednak przemierzając rumuńskie wsie znaleźliśmy się w Sesuri, bardziej górzystej, dzikiej i jeszcze piękniejszej. Dość surowej w klimacie, lodowata woda w strumieniu, w mrocznie położonej dolince przywodziła na myśl sceny z horrorów. Co więcej koczujący nieopodal Romowie, którzy osiedlili się tam w celu zarobkowego zbierania jagód i grzybów, początkowo również lekko nas stresowali. Jednak były to bezzasadne obawy. Miejsce było bezpieczne, widoki oceńcie sami. Ja czułam niekończący się zachwyt.

giry

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kierując się wciąż na wschód, w stronę Mołdawii mieliśmy nie lada kłopot by znaleźć miejsce zjawiskowe. Tereny te, są przede wszystkim rolnicze, ciągnące się kilometrami pola słonecznika i kukurydzy wiały czasem monotonią, jedynie szutrowa droga, która miała być asfaltową, budziła nas z letargu. Gdy GPS gubi trasę, a mapa przekonuje, że droga musi być tą drogą, robi się jeszcze bardziej gorąco, pomimo 32 stopni za oknem samochodu. Ścigaliśmy się z zachodzącym słońcem, aby bezpiecznie odpocząć po pełnym wrażeń dniu w rozgrzanym do granic naszych możliwości aucie. Los nad nami czuwał i przewodni motyw wody utrzymał się i tym razem.  Co więcej, nie przypuszczaliśmy, że w niepozornej wioseczce Vladeni, znajdziemy miejscowke wprost stworzoną do rozbicia namiotu. Szczytem marzeń były stoliki i kolacja jedzona w sposób mniej spartański.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

2016-08-26 15.46.05

20160809_200530

14138990_10206910656589225_1071025083_o

Małym przerywnikiem była wizyta w Mołdawii, jednak o nocleg w tym kraju zasługuje na oddzielny post:) W każdym razie, powrót na rumuńską ziemię uwieńczyliśmy przeprawą promową, bowiem kolejnym punktem podróży była Delta Dunaju i Morze Czarne. Po przejechaniu kilku kilometrów, kierując się na Tulczę, znajduje się  jeziorko Lacime. I było jasne, gdzie spędzimy kolejną noc…niestety w niekończącej się ulewie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mamaia Beach w pełni wynagrodziła nam 24 godzinne przerażenie. Pomimo, iż podróż z niedziałającą klimatyzacją może być męką, to jednak deszcz na wakacjach to dramat.

Morze Czarne przywitało nas silnym wiatrem i piachem wbijającym się w skórę. Aczkolwiek trzy dni spędzone na Holiday Camping były odrobiną luksusu. Bieżąca woda, łazienki z płytkami i elektryczność…o takich udogodnieniach można było w ciągu minionych dni jedynie pomarzyć. Pole kempingowe polecam z czystym sumieniem. Więcej informacji znajdziecie pod adresem www.gpm.ro.14193754_10206920228628520_1741057100_n

14203515_10206920213308137_1384204358_o

14114672_10206920202627870_200165665_o

Każdy fan czy to Hrabiego Draculi, czy też Kaczuli obowiązkowo musi zwiedzić dwa zamki, ten właściwy w Poienieri oraz ten czysto komercyjny w Branie. Nam przyszło nocować niedaleko tego drugiego właśnie. Wyjeżdżając poza miasto, kierując się drogą nr 73 w kierunku Moieciu de Jos natrafiliśmy na bajkowe miejsce! Patrzenie w dół przyprawiało o zawrót głowy! Tutaj napotkaliśmy czworonożnych przyjaciół, którzy umilali nam poranek merdaniem i szczekaniem.

Transylwania
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jednak najlepsze było dopiero przed nami. Spanie na wysokości dwóch tysięcy metrów, w miejscu znanym, pięknym, gdzie poranki i wieczory sprawiają, że w Twojej głowie dudni euforyczna radość. Taka  jest niewątpliwie Szosa Transfogaraska. Czułam, że wracamy do siebie. Byliśmy tu dwa lata temu i postanowiliśmy spać dokładnie w tym samym miejscu. Czy coś się zmieniło? Owce schodzące ze wzgórza odpoczywały dokładnie w tym miejscu, co wcześniej, jedynie psy się zmieniły, a może ich po prostu przybyło. Zieleń jest tak samo soczysta i pełna odcieni, które trzeba zobaczyć na żywo. Tym razem dzieliliśmy te chwile z parą Rumunów, którzy też zdecydowali się na nocleg, tam gdzie my. Nasi towarzysze uraczyli nas lokalnymi trunkami, domowym jedzeniem, zaś pokrętna komunikacja w czterech językach sprawiała, iż ze śmiechu bolały nas brzuchy.

Szosa Transfogaraska

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powrót do domu zbliżał się jednak wielkimi krokami, w trosce o utrzymywanie poziomu zachwytu z noclegów na stałym poziomie, kolejna noc, to kolejne uwielbienie Rumunii. Wąwóz Turdy zamknął tegoroczny mini ranking miejsc niezwykłych. W prawdzie przy wąwozie działa pole namiotowe, jednak szczerze go nie polecam. Jest kamieniste, przy samej drodze, dym z  grilli dookoła sprawia wrażenie wiecznej mgły, hałas nie pozwala odpocząć i jest tam krótko mówiąc brzydko. Jeżeli macie ochotę na zasmakowanie kontaktu jedynie z przyroda to łączka z widokiem czeka!

 

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
FB_IMG_1472230389363

Rumunia to kraj bezpieczny, na wszelkiego typu namiotowe eskapady. Mieszkańcy są tolerancyjni i nie uprzykrzają życia. Sami często biwakują i piknikują, zwiedzając Rumunię, która powoli staje się krajem zmanierowanym przez komercję. Sądzę, że przez jeszcze kilka lat Rumunia będzie zachwycać swoją „niewinnością”. Nie odkładajcie więc odwiedzenia jej na potem, bo czas niestety nie działa na jej korzyść.

 

Dodaj komentarz