Pico do Areiro

Czy to za sprawą zimy, czy też na przekór modzie snuliśmy się samotnie po wyasfaltowanych górskich szlakach. Uparcie postanowiliśmy dotrzeć  na Pico do Areiro na własnych nogach, bez wspomagania czterokołowcem. Plecaki wbijały się z ramiona z każdym metrem bezlitośnie, kierowcy samochodów patrzyli na nas z politowaniem, a mieszkańcy kiwali głowami, mówiąc ze to daleko i wysoko. I bynajmniej nie jest to opis wspinaczki na K2:) Powiem jedno, nic od dawna nie przeczyściło mi złogów cholesterolowych tak szybko, jak podejście pod krętą drogę na początku trasy. I strach było pomyśleć, co będzie dalej.

nie trzeba być alpinistą, aby bez problemu je zdobyć

Prawda ta zawarta na stronach przewodnika została w 100% potwierdzona. Jedyne czego nie akceptuję, to asfaltowa drogą prowadząca na sam szczyt, która odziera chodzenie po górach z magii i jakiegokolwiek wysiłku. A zdobycie szczytu nie leży nawet obok wyzwania.

Uparcie chcieliśmy realizować stare nawyki. Przepocone ciało, wiatr przeszywający na wylot i widok na kładący się do snu Funchal, który z każdym metrem wydawał się coraz mniejszy. Dookoła resztki spalonego doszczętnie w zeszłym roku lasu. I my, zupełnie sami, na równoległym do drogi samochodowej, szlaku.

Gdy natraficie na taki znak przy głównej drodze, a poza tym nie chcecie kontynuować Waszej podróży jakimkolwiek pojazdem, to możecie wejść na szlak, który malowniczymi serpentynami poprowadzi Was wprost na szczyt. Jedynie końcówka zbiegnie się z główną drogą.

Pico do Areiro ma 1818 metrów n.p.m., widok ze szczytu zapiera dech. Oddech zabiera również silny wiatr. To niesamowite uczucie być nad chmurami, dotykać nieba.

Miejsce to daje sporo trekkingowych możliwości. To stąd prowadzi szlak do Pico das Torres (1851 m.n.p.m) oraz Pico Ruivo (1861 m n.p.m). Gdybym wiedziała, to co wiem teraz, odpuściłabym szwendanie się po stolicy na rzecz przetarcia maderskich górskich szlaków. Wprawdzie spędziliśmy ” w górach” 1,5 dnia, jednak mam ogromny niedosyt. Zważywszy, że załączone zdjęcia to jedynie wierzchołek  „góry lodowej”.

      

  


Jak się tam dostać?

Z centrum miasta dojedziecie autobusem linii 20 bądź 21 do Monte. Stamtąd trzeba iść cały czas w górę i w górę. By kilkanaście kilometrów później być na miejscu. Oczywiście można wynająć samochód, taksówkę, skorzystać z busików wycieczkowych. Ale po co ułatwiać sobie życie? Czy w chodzeniu po górach nie o chodzenie chodzi właśnie?

 

Dodaj komentarz