Kontrowersyjne rozrywki: Loro Park na Teneryfie

Puerto de la Cruz to miasteczko na Teneryfie, w którym znajduje się słynny Loro Park. Według Trip Advisor to numer 1 w Europie i numer 2 na świecie.  Dodatkowo hiszpańskie zoo znajduje się w niezwykłych okolicznościach przyrody, gdzie gęsta roślinność, jakże odmienna od tej naszej, robi spektakularne wrażenie. Jednak to nie kwiatki i liście grają tutaj główną rolę, a znajdujące się wewnątrz parku zwierzęta.

Powstał on w 1970 r., a jego autorami byli Wolfgang Kiessling i jego ojciec. Dwa lata później otwarto go dla publiczności, by móc pokazywać pierwsze w Europie pokazy papug. Początkowa powierzchnia 12 000 m2 zwiększyła się od tego czasu dziesieciokrotnie!! Do Parku można dotrzeć samochodem, autobusami wycieczkowymi, pieszo. Wszystkie drogowskazy na wyspie będą Wam mówiły, że Loro Park trzeba zobaczyć.

Mapki Loro Park dostaniecie przy wejściu, obszar jest ogromny i są one bardzo pomocne, by nie dreptać po omacku bez celu.

Pod adresem Loro Park można skierować masę achów i ochów, w końcu ma największy w Europie kompleks basenów dla delfinów-wooow, zaś tunel dla rekinów jest najdłuższy na naszym kontynencie, kolejne woow. Pingwiny mają z kolei bardzo realne środowisko i dla nich właśnie jest na miejscu produkowany śnieg i utrzymywana odpowiednia temperatura. Nieźle, co?

W Loro Park obowiazuje grafik pokazów, więc jeżeli ulegniecie zbiorowemu szaleństwu będziecie gnać z jednego na drugi, by popatrzeć sobie na skaczące delfiny oraz lwy morskie, wytresowane papugi i talent cyrkowy orek.

Lwy morskie bezbłędnie wykonujące  sztuczki, przy aplauzie rozbawionej publiczności, skradną Wasze serca.

Zoo umożliwi Wam wycieczkę w podwodny świat Nautiliusa.

Zwierzaków jest znacznie więcej…

Cała ta zielona otoczka, setki tropikalnych palm, storczyków i innych kwiatów nie zmienią jednego faktu- Loro Park to betonowe więzienie dla zwierząt wyrwanych z ich naturalnego środowiska. Żadna to przyjemność patrzeć na trzymane w klatach papugi, które będą tam trzymane do śmierci.  Zdjęcia są dowodem na to, że wówczas kompletnie się nad tym nie zastanawiałam. Pędziłam z pokazu na pokaz, nie mogąc wyjść z podziwu, jakie te zwierzaki są pojętne, mądre i cudowne. Nie powiem, że obszar parku nie robi wrażenie, bo tak nie jest. Przyroda, inne gatunki zwierząt, wakacyjna sceneria, wszystko to zachwyca.

Jest jednak druga strona medalu. Zniewolenie. Weźmy takie orki.

To własnie w Hiszpanii widziałam je pierwszy raz w życiu na żywo, z bliska. A to, że ktoś upchnął  kilka majestatycznych i wielgachnych ssaków w jednym akwarium? I ten ktoś musztruje je, aby mogły trzy razy dziennie dawać pokazy tabunom napływających turystów. Cóż…biznes…Przykro się robi widząc z widowni ocean, który wyłania się na horyzoncie. Im jednak nie będzie już dane doświadczyć wolności, bo na pewne sprawy jest już po prostu za późno. Sprawa orek budzi wiele kontrowersji, nagłośniona próba samobójcza orki o imieniu Morgan wzbudziła fale protestów aktywistów z całego świata. Eksperci analizowali wzdłuż i wszerz zdolności tych ssaków do takich posunięć. Morgan urodziła się na wolności, teraz jej domem jest Loro Park. Gdy w 2010 roku wyłowiono ja niedaleko Holandii nękały ją liczne infekcje. Udało sie ją wyleczyć, rekonwalescencja nie zakończyła się jednak próbami przywrócenia jej naturze. Tłumaczeń było wiele, że sobie nie poradzi, że nie znajdzie swojego stada itd. I tak skończyła w Loro Park…Każde ze zwierząt wyrwane ze swojego środowiska ma jakiś bagaż doświadczeń. Jednak to człowiek zadecydował, że w 4ech ścianach bedzie im lepiej. Jak to się ma do zwiększania populacji i dbania o ciągłość gatunku, skoro zwierzętom tym wolność nigdy nie zostanie zwrócona. A te, które urodziły się w niewoli mogą o niej po prostu zapomnieć. Plus taki, że nie mają czego wspominać.

W Loro Park tresuje się lwy morskie, delfiny, a nawet papugi…Co więc Loro Park ma wspólnego  z zoo skoro tak naprawdę bliżej mu do cyrku? Uzasadnienia, że to zespala świat ludzi i zwierząt, uczy zachowań tych drugich jest jedną wielką bzdurą. Parki takie pokazują zachowanie zwierząt, jakie zostało im narzucone przez opiekunów, którzy dzierżą władzę.

Refleksja przyszła niestety trochę za późno, jakby nie patrzeć ja również napędzałam tą maszynkę do robienia pieniędzy. I nie sądzę, aby zwiększająca się liczba zer na koncie właścicieli takich obiektów zachęcała do takich rozważań. Ceny za orkę urodzone w niewoli są astronomiczne, a i głaskanie delfina po nosie będzie miło prezentowało się w rodzinnym albumie. Czyż nie?

 Zniewolenie i przemoc wobec innych czujących istot jest dopuszczalna tak długo, jak przynosi nam, ludziom, uciechę.


Lektura dodatkowa:)

Jeżeli jesteście zainteresowani losem orki Morgan, a także innych stworzeń, którym przyszło zarabiać na swoje utrzymanie cyrklowaniem zapraszam Was na stronę

  • http://delfinaria.pl/gatunki-ktore-mozesz-spotkac/historia-orki-morgan-klasyczny-przyklad-losow-orki-w-delfinarium/

4 komentarzy

  1. Bardzo mądry tekst!

  2. Dziekuje:)

  3. To prawda. Będąc tam też zafiksowana biegałam z pokazu na pokaz, nie myśląc co czują zwierzęta. Byłam szczęśliwa że w końcu na żywo zobaczę sztuczki delfinów o których marzyłam od dzieciństwa. Dopiero potem przyszła refleksja jak kilka dni później zobaczyłam delfiny, wieloryba w ich naturalnym środowisku. Szkoda że tak późno. Świetny artykuł. Mam nadzieję że wiele osób po jego przeczytaniu zmieni zdanie i nie odwiedzi takich miejsc

    1. greymouseland says: Odpowiedz

      Dziekuje za odwiedziny na blogu i ciepłe słowa:)

Dodaj komentarz