Wyspy Kanaryjskie: Park Narodowy Timanfaya, czyli co warto zobaczyć na Lanzarote #2

Park Narodowy Timanfaya rzuca się w oczy na mapie Lanzarote od razu. Widać duży placek, który  w zasadzie niczego nie sugeruje. Na żywo robi się jednak znacznie bardziej interesująco.

Jeżeli marzy Wam się krajobraz księżycowy, przypominający Ziemię po dniu wielkiej zagłady, to Timanfaya zaoferuje Wam takie właśnie wrażenia. Czasami jest wręcz przygnębiający, dołujący, głowa woła o trawę i lasy, do których przywykliśmy na codzień. Przemierzając okolice pieszo w głowie kłębiły się  dziesiątki myśli, żadna jednak nie mówiła „chcę tu zostać na zawsze”. Wręcz przeciwnie.

Timanfaya ma również drugą nazwę – Góry Ognia (Montanas del Fuego). Park powstał w 1974 roku i przyciąga rzesze turystów z całego świata. Powstał stosunkowo niedawno, patrząc na historię naszej planety. Erupcje miały miejsce w latach 1730-1736 w południowo- zachodniej części wyspy, w wyniku czego ponad 1/4 Lanzarote została pokryta lawą i pyłem.

Islote de Hilario to część parku udostępniona turystom. Prowadzą do niej dwie drogi, jedna umożliwia dojazd do punktu zwiedzania samochodem, druga (Ruta de Camellos) to mała dawka przygody dla tych, co lubią podróżować niekonwencjonalnie i wyeksploatować wielbłądy. Do tej drugiej kolejna była przeogromna, widzieliśmy ja jedynie z autostopu, który udało nam się złapać.

Jeżeli spodziewacie się spektakularnych wrót do raju, nic bardziej mylnego. Wejście do Timanfaya jest bardzo niepozorne. Wyrasta na drodze LZ 67 pod postacią małej budki z biletami i szlabanem. Znakiem rozpoznawczym jest figurka diabła autorstwa rzeźbiarza i malarza Cesara Manrique’a.

W maju ludzi było niewiele. Jak wygląda to w szczycie sezonu, można sobie jedynie wyobrażać. Po wykupieniu biletu turyści dojeżdżają własnym autem do punktu widokowego. Wybrany styl podróżowania poniekąd wymusił na nas dłuższy spacer do tego miejsca. Palące słońce, coraz cięższe plecaki, uczucie totalnej pustki dookoła i niekończące się pragnienie, takie towarzyszyły nam odczucia. Widoki, no właśnie…krajobraz szary, kamienisty, czasami monotonny, jednak niezwykły pod każdym względem. Nie widziany przeze mnie nigdy wcześniej. Robił wrażenie i pokazywał potęgę Matki Natury.

Jeżeli nie będziecie pewni, czy jesteście we właściwym miejscu drogowskaz w postaci drewnianego diabła wskaże Wam odpowiedni kierunek. Postać ta stoi na straży początku i końca. Nie wchodzi w grę niezauważenie go. 

Po armagedonowej scenerii serce raduje się na widok roślinek, którym udało się przystosować do tak surowych warunków, jakie panują na wyspie. To jedyny żywy kolor i zieleń prezentuje się przecudnie na tle pyłów wulkanicznych.

Islote de Hilario to punkt startowy wycieczek po parku (Ruta de los Volcanes). Co ok. 30 min z parkingu odjeżdża autobus, gdzie podkład audio w kilka językach będzie Was wprowadzał w historię i szczegóły tego obszaru. Wycieczka wliczona jest w cenę biletu.

A widoki ? Cóż…obronią się same:) czyż nie?


Informacje praktyczne:

  • czas zwiedzania – od 2-4 godzin ( piesze dotarcie do Parku zajęło ciut więcej czasu)
  • Ceny: Dorośli 10 Euro, Dzieci 7-12 lat 5 Euro
  • Godziny otwarcia: codziennie od 9:00 do 17:45
  • Ostatni autobus po parku odjeżdża o 17:00
  • Restauracja El Diablo czynna w godzinach od 12:00 do 16:30
  • W okresie letnim czynny codziennie od 9:00 do 19:00
  • Ostatni autobus wycieczkowy w okresie letnim odjeżdża o 18:00
  • Sklepik z pamiątkami czynny od 9:00 do 17:00
  • Aby uniknąć tłumów w okresie wakacyjnym (lipiec, sierpień, wrzesień) zaleca się indywidualne wycieczki zaplanować do 10:30 i po 15:00

Dodaj komentarz