Jak być bezdomnym turystą na Słowacji?

Do tej pory testowaliśmy rozmaite rodzaje noclegu i przemieszczania się. Na Słowację zdecydowaliśmy się pojechać samochodem, a właściwie osobówką przerobioną na pseudo-kampera. Taki kamper dla ubogich to nic innego jak kombi jedynie z przednimi siedzeniami, tył zaś jest arcydziełem myśli konstrukcyjnej (muszę Wam to kiedyś pokazać:).

Mieliśmy jechać na Bornholm rowerami, jednak prognozy pogody popsuły się drastycznie na 2 dni przed wyjazdem i spontanicznie padło na Słowacje, bo blisko, bo nie trzeba za dużo planować no i mają smażony syr, który uwielbiam. Z racji limitowanego czasu nie było możliwości by jechać na stopa, czy pociągiem. A szkoda, ponieważ ten sposób gwarantuje wolność jak żaden inny. W każdym razie spanie w aucie też jest przyjemne, a oglądanie gwiazd przez dach daje ogromną frajdę! Oczywiście czasem bolą biodra i plecy, bo to w końcu nie łóżko, ale w perspektywie mamy udoskonalenie naszego m1 na kółkach. Standard wzrośnie nam do conajmniej czterech gwiazdek.

Jak się okazało spanie na dziko na Słowacji nie jest taką łatwą sprawą, może nie samo spanie, ale znalezienie miejsca, które będzie się do tego nadawało. Rumunia pod tym względem jest podróżniczym rajem, nawet na Węgrzech było o niebo prościej i nie trzeba było tyle kręcić się w kółko. Oczywiście dla chcącego nic trudnego, jednak co się nagłówkowaliśmy to nasze.

Zanim przejdę do sedna, kilka spostrzeżeń na temat Słowacji, jako kraju dla miłośników taniego podróżowania i spania na dziko.

#1

Słowacja to kraj idealny na dzikie obozowanie, z racji krajobrazów, które zapierają dech i zapewnią niesamowite doznania zmysłowe po przebudzeniu. Zachody słońca będą równie zachwycające i na długo pozostaną w pamięci. I to wszystko całkiem niedaleko od domu!!!

#2

Pomimo, że krajobrazowo kraj ten jest konkurencją dla Polski, to jednak jest on dość nieprzyjazny dla kierowców z kilku powodów:

  • zauważyliśmy brak parkingów leśnych czy zatoczek, aby móc zrobić zdjęcie, czy po po prostu odpocząć dłuższą chwilkę
  • masa zakazów zjazdu nad jeziora czy boczne polne drogi (których jest bardzo mało) skutecznie zniechęcają. Wszędzie tylko znaki nie wolno, nie wjeżdżać, zakaz zakaz zakaz!!

#3

Mnogość przecudnych jezior ma się nijak do ich wykorzystania. Infrastruktura dopiero powstaje, jednak zanim na dobre rozkwitnie, troszkę to potrwa. Można je oglądać z daleka i na tym radość się kończy.

#4

Jeżeli chodzi o kwestię Romów, to im dalej na wschód tym jest ich więcej. Nie są nachalni czy agresywni, jedyni w większych miastach można spotkać się z żebractwem. W okolicy Lewoczy i Nowej Wsi Spiskiej odradzam spanie na dziko. Okolice poza miastem, które mogłoby się do tego nadawać zostały przekształcone w cygańskie wioski. Nie jestem uprzedzona, jednak pewnych sytuacji lepiej nie prowokować. W Rumunii zdarzyło nam się rozbijać namiot w lesie przy Romach zbierających zarobkowo jagody, jednak intuicyjnie wiedzieliśmy, że tam nic nam się nie stanie. Tutaj nie dałabym sobie uciąć za to ręki.

Przechodzimy do sedna…

Podczas majówki zakładaliśmy dwie opcje spania: NA DZIKO oraz NA POLACH NAMIOTOWYCH. Udało się tą wizję zrealizować w 100% i oto przed Wami przewodnik jak być bezdomnym turystą na Słowacji (tej północnej, bowiem podczas pięciu dni pobytu zwiedzaliśmy rejony Tatr Wysokich, Zachodnich i Niskich, oraz okolice Babiogórskiego Parku Narodowego).

Nocleg 1 – Stará Lesná RIJOCamping

Pięcio-dniowa eksploracja północy Słowacji jest gwarancją niesamowitych widoków, bowiem codzień nie mamy okazji widzieć zewsząd Tatry. Góry mają to do siebie, że ich widok zawsze zachwyca, a spanie z Łomnicą w tle to było aż nazbyt wiele szczęścia. Bardzo nam zależało, aby spać jak najbliżej wejścia na szczyt, bowiem rano mieliśmy w planie wjazd kolejką na samą górę. Spanie na dziko jak najbardziej wchodziło w grę, zwłaszcza w tych okolicach. Nawet rzuciły nam się w oczy całkiem rozsądne alternatywy, jednak mnie marzyła się kąpiel, czyste włosy i rozgrzana do czerwoności prostownica:) Zaledwie 1 km od Starej Leśnej i 3 km od Tatrzańskiej Łomnicy znajduje się pole namiotowe, które mogę z czystym sumieniem zarekomendować. Nie jest wymagana wcześniejsza rezerwacja, co ma znaczenie przy działaniu czysto spontanicznym.

Na początek ceny:


Miejsce to oferuje wszystkie podstawowe udogodnienia w postaci:

-utrzymanych w czystości toalet

-zaplecza kuchennego

-baru na terenie ośrodka

-prysznica z gorącą wodą

-możliwości podpięcia do gniazdka 220V

RIJOCamping jest całodobowo strzeżony. Jego usytuowanie to ciche i co najważniejsze bezpieczne miejsce. W okolicy znajdują się luksusowe hotele i domki na wynajem. Poza sezonem jest tam  umieralnia i kręci się kilka osób. Jeżeli nie lubicie zgiełku wielkiego miasta i chcecie dać odpocząć głowie to lepiej trafić nie można.

Moja ocena 5+, plusik za widoki o poranku! Więcej szczegółów o campingu na stronie RijoCamping

Nocleg 2 Autocamping Podlesok-Hrabusice

Napięty dzień w postaci zwiedzania Tatr Wysokich i sponiewierania się w Słowackim raju sprawił, że padaliśmy na twarz. Nasze potrzeby ograniczyły się jedynie do marzenia o położeniu się i wcześniejszym zmyciu z siebie tony kurzu, potu i brudu:) Znowu uśmiechnęło się do nas szczęście. Zaraz przy zejściu ze szklaku W Słowackim raju mieści się świetne pole namiotowe. Camping Podlesok znajduje się 2 km od Hrabusic i 16 km od Popradu. Okoliczna przyroda jest sama wiecie jaka! Zachwycająca. A głodne brzuchy mogą zostać napełnione w knajpkach, które mieszczą się zaledwie kilka kroków od wejścia na teren ośrodka. Bardziej wymagający turyści mogą sobie nawet wypożyczyć cały drewniany domek. Nas interesował kawałek trawnika i dostęp do łazienki. A teraz ceny, ceny, ceny:

Koszt dla dwóch osób, które śpią w samochodzie i chcą się umyć to 14 euro. Namiot to dodatkowe 3,5 eur. My jednak zdecydowaliśmy się na spanie w aucie.

Teren campingu jest ogromny, czuć nosem, że w sezonie muszą być tutaj tłumy. Na postój wybraliśmy miejsce na samiuteńkim końcu ogrodzenia, przy samych łazienkach. Po całym dniu chodzenia chociaż do WC chcieliśmy mieć blisko. Wszystko przemawia na plus Campingu Podlesok. Jedynym mankamentem był brak informacji na recepcji o konieczności wykupienia żetonów pod prysznic.  Komicznym było stanie 15 minut nago w łazience w oczekiwaniu na wodę.Matko! Ile ja się nawkurzałam na baterię prysznicową!!!!! Biłam i biłam i nic! Zdążyłam zsinieć i przemarznąć. Kolejne 15 minut później, gdy już udało się zdobyć magiczną monetę, moja radość z wygrzania kości nie trwała długo. Ciepłą wodę miałam jedynie kilka sekund. Potem poleciał lodowaty strumień i kosztowało mnie masę walki ze sobą, by zanurzyć głowę pod wodą!!! Zamiast się ogrzać przemarzłam do szpiku kości! No i piana z szamponu się nie spłukała…:) Cierpieli jednak wszyscy obozowicze, woda nagrzewała się wolno, a ludzi chcących się umyć było za dużo!!! Raz po raz po łazience niosło się „ku….wa, ale lód!”

Pomimo, iż na terenie pola namiotowego było sporo ludzi (Słowaków, Czechów, Węgrów i Polaków), to noc była cichuteńka i bardzo spokojna. Spałam jak zabita 9 godzin!

 

Całościowa ocena to 4+, za zimną wodę nie mogę dać 5.

Nocleg 3 – okolice Havranok (parku archeologicznego)

W trzecim dniu podróży opuściliśmy Tatry Wysokie i Zachodnie, ciągnęło nas ku wodzie. Zamarzył nam się nocleg nad Liptovską Marą. Jednak na zrealizowanie marzenia musieliśmy trochę czasu poświęcić.

Rozlewisk na Słowacji całkiem sporo, widoki boskie, ale co z tego, skoro nie ma praktycznie żadnej możliwości, aby zjechać do jakiejś plaży. Jedyną alternatywą jest wykupienie miejsca na polach namiotowych, jednak ceny tych przy wodzie, są dość wysokie. Wiadomo, woda wyciąga tłuszcz i kasę z portfela…Gdy na maracamping.sk usłyszeliśmy, że za możliwość spania we własnym samochodzie, na ich terenie, mamy zapłacić ponad 20,00 eur to grzecznie podziękowaliśmy. Było jasne, że nie ma innej opcji jak znaleźć coś swojego. Padło na cudowną zatoczkę kilometr od Havránok. To właśnie tam, przy samym brzegu stoją ruiny kościoła i roztacza się panorama na całe jezioro. Miejsce jest niezwykle romantyczne, nawet na tak żulerskie spanie, jak nasze:)

Koczowaliśmy w tym miejscu ponad 12 godzin i przez cały ten czas byliśmy całkowicie sami, to dobrze, bo nikt nas nie straszył i nie stresował. Nawet przejeżdżających główną drogą samochodów było jak na lekarstwo. Miejsce wymarzone dla każdego dzikuska!

Oceniam je na 5, a widoki utwierdzą Was w przekonaniu dlaczego taka wysoka ocena:)

Nocleg 4 – Namestowo

Gdy trafiliśmy do Namiestowa/Námestovo nad Jeziorem Oravskim, to możliwości spania na polach namiotowych było sporo. Aczkolwiek miejsca, którym się przyglądnęliśmy w ciągu dnia nie były powalające. Wąskie paski zieleni nad wodą i zaparkowane na styk kampery nie wyglądały zbyt atrakcyjnie. Poszliśmy za instynktem, poszukując miejsca które powie ŚPIJ TU! Trafiło się szybciej niż przypuszczaliśmy. Tym sposobem nasz ostatni nocleg  wypadł nad zatoką, z widokiem na kładące się spać miasto.

Czas umiliło nam patrzenie się na poczynania rybaków.

Namiestów jest miasteczkiem idealnym do plażowania. Warto zapuścić się tam w ciągu słonecznego dnia. I pomimo, że tu także są zakazy, to mieszkańcy nic sobie  z tego nie robią:) Poszliśmy za ich przykładem. Tutaj w końcu oddaliśmy się lenistwu. Te pół dnia laby sprawiło, że czuliśmy się jak na długich leniwych wakacjach na all inclusive. I nie miało znaczenia to, że moje włosy nie są już pierwszej świeżości. Obudził nas padający deszcz, który skutecznie przegonił przyszłych i niedoszłych rybaków. Podobnie jak noc wcześniej mieliśmy całe miejsce tylko dla siebie.

       

Subiektywnie oceniam to miejsce na 4+, gdyby zamiast mułu był piasek byłaby więcej w ocenie:)

Ile ten nocleg w sumie kosztował???

Na Słowacji spędziliśmy cztery noce, zaś całościowy koszt spania wyniósł 26 euro, czyli jakieś 110 zł na 2 osoby. RijoCamping kosztował 12 euro, zaś nocleg w Słowackim Raju 14 eur. Według mnie całkiem nieźle. Gdyby pobawić się w matematykę to 1 osoba wydała na spanie 55 zł, co daje ok.14 zł za noc:) Takie liczby to ja uwielbiam!

Przeplatanie noclegów cywilizowanych, z tymi za free, daje możliwości doprowadzenia się do stanu użytkowania. Chociaż pamiętam sytuacje, gdy na wyjazdach ani razu nie korzystaliśmy z płatnych opcji i też przeżyliśmy, a co najważniejsze nikt nie skakał z okna w samolocie, bo nie dało się obok nas siedzieć.

Spanie na dziko jest tym, co sprawia nam frajdę i pozwala niesamowicie odpocząć od codzienności. Jeżeli jesteście miłośnikami tanich podróży i niestandardowego spędzania czasu super, jeżeli nie, też dobrze:) W końcu najważniejsze to robić to, na co macie ochotę i co sprawia Wam frajdę. Mnie odnalezienie swojej podróżniczej drogi zajęło kilka lat. I wiem, że jestem we właściwym miejscu:) Świetne uczucie!!!!!!!! A i świnka skarbonka dostanie swoją dolę i będzie na kolejny wypad w dzicz:)

4 Replies to “Jak być bezdomnym turystą na Słowacji?”

  1. Jak zawsze intensywna podróż 🙂 Wspaniała opowieść i zdjęcia 🙂 Zazdroszczę!

  2. greymouseland says: Odpowiedz

    Dziekuje wierna Czytelniczko:)

  3. Mam ochote pojechac wreszcie z m oim chlopakiem i sem na dziki wyjazd.Troche Polska,Slowacja i mopje marzenie…Rumunia.
    Dziekuje za fijne i miarodajne opeist. Agnieszka.

    1. :):) ależ proszę!

Dodaj komentarz