5 dni na Słowacji za 630 zł

TERMIN: 28.04-02.05.2018

ILOŚĆ UCZESTNIKÓW: 2

MIEJSCE: Słowacja

CO UDAŁO SIĘ ZOBACZYĆ

Stara Lubowla, Drużbaki Wyżne, Biała Spiska, Stara Leśna, Łomnickie pleso (Tatry Wysokie), Poprad, Słowacji Raj, Nowa Wieś Spiska, Spiske Podhale, Lewocza, Jezioro Szczyrbskie, Liptowska Mara, Dolny Kubin, Zamek Orawski, Rużembark, Jezioro Orawskie, Namiestów, Babia Góra (Beskidy)

TRANSPORT

Do tej pory na Słowacji byłam 3 razy, jedynie przejazdem i nie wczuwałam się w klimat tego kraju. Tegoroczna majówka miała to zmienić, w prawdzie pięć dni na Słowacji to nie oszałamiająca ilość czasu, w każdym razie wystarczająca, aby zobaczyć chociaż mały wycinek dość dokładnie i móc wyrobić sobie jakiekolwiek zdanie. Czasu na planowanie nie było wcale, bowiem mieliśmy jechać na Bornholm. Gwałtowne pogorszenie pogody kazało nam zmienić plany z dnia na dzień. Była więc to wyprawa bardzo spontaniczna, o której powodzeniu zadecydował przypadek.

Z Zielonej Góry do Słowacji dzieli nas 600 km , nasza podróż zaczęła się o godzinie 3:30, by o 11:30 być na miejscu. Samochód którym się przemieszaliśmy to kamper dla ubogich, czyli samochód osobowy, który ma wyjęte tylne siedzenie, na tyle natomiast znajduje się innowacyjna platforma do spania (płyta OSB idealnie wpasowująca się w kształt samochodu;)*Oczywiście może pojawi się myśl, że przecież nie chcecie jechać we dwoje a na przykład w czwórkę. Wtedy koszt paliwa dzielicie na 4, nie macie wyciągniętych siedzeń, a  zamiast spania w aucie wybieracie namiot. Suma summarum przy większej ilości osób koszty będą podobne, tylko troszkę pozmieniają się ich konfiguracje.

Awaryjnie zawsze zabieramy ze sobą namiot, jeżeli nie ma możliwości spania w aucie to rozbijamy nasze M1. Ale mając pod ręką samochód wolę spać w samochodzie, rano nie trzeba niczego składać. Jest to dużo wygodniejsze. Samochód jest taką małą namiastką domu, ja czuję się  w naszej salono – sypialni bardzo komfortowo. W czasie deszcze jest sucho, a w nocy nie łażą po mnie robale. To duży plus!

A gdy nie ma auta…to dylematy po prostu nie istnieją. Ten wyjazd był spokojną objazdówką, dziennie pokonywaliśmy kilkadziesiąt kilometrów i nigdzie się nie spieszyliśmy. Jeżeli miejsce było atrakcyjne, ładne, to zostawialiśmy tam dłużej. Pozwalaliśmy sobie na drzemki w ciągu dnia, tak aby z majówki nie zrobiła się gonitwa (jak to czasem mamy w zwyczaju).

Zdecydowaliśmy się poruszać ze wschodu na zachód. W związku z tym należało przekroczyć granicę w miarę daleko, aby się nie wracać. Przejście graniczne w Piwnicznej Zdrój zapoczątkowało naszą słowacka przygodę. Dokładny opis trasy, który może być dla Was inspiracją opiszę w kolejnym poście. Ten będzie dość długi, a nie chce Was zamęczyć lekturą.

Dwa tankowania w trakcie wyjazdu wystarczyły. Pokonaliśmy łącznie 1600 km, z czego ponad 1000 po naszych polskich drogach. Słowackiej winiety nie kupowaliśmy, ponieważ plan obejmował wiele wioseczek i miasteczek, nie chcieliśmy ich ominąć gnając autostradą. Jeżeli jednak zdecydowalibyście się na drogi płatne to macie do wyboru winietę:

  • 10-dniową, ważną od dnia zaznaczonego na winiecie przez 10 kolejnych dni – 10,00 €
  • 30-dniową, ważną od dnia zakupu winiety przez kolejne 30 dni -14,00 €

Można je zakupić zaraz po przekroczeniu granicy, szyldy rzucają się  w oczy i nie sposób ich pominąć.

 

Koszt transportu GREYMOUSELAND: 452,00 pln

  • opłaty za polską autostradę (16,00+20,00+16,00) = 52,00 pln
  • paliwo 400,00 pln

NOCLEGI

Raz na jakiś czas lubię zresetować się, ale tak konkretnie. Z racji takich a nie innych życiowych decyzji nie mogę wszystkiego rzucić i jechać na koniec świata. W sumie nawet bym tego nie chciała (na chwilę obecną). Mój reset to bliskość natury, spanie pod chmurką lub w samochodzie i jak najmniej internetu. Jechaliśmy do Słowacji z takimi wytycznymi. Spaliśmy w miejscach ładnych, bo tylko takie bierzemy pod uwagę. Koszmarki akceptujemy, gdy nie ma innej możliwości. Na szczęście u naszych południowych sąsiadów nie było takiej konieczności. Słowacja wydaje się być niedoceniona, sama widziałam ją przez pryzmat Bratysławy, która mnie nie zachwyciła. Jedno mylne wrażenie i fama poszła, a to błąd. Północ Słowacji, bliskość Tatr i spektakularne krajobrazy dadzą się pokochać. A wiosną to wszystko wydaje se jeszcze piękniejsze z racji mnogości odmian zieleni. Wrażenie piękna jest spotęgowane wielokrotnie.

Wróćmy jednak do spania. Podczas wyjazdu spełniliśmy swoje uśpione pragnienie spania na dziko oraz przetestowania pól namiotowych na przyszłość, bądź przetarcia szlaku znajomym. Ta równowaga zapewniła nam dobry nastrój na cały pobyt. Nie jestem typem czyściocha, jednak nie popadajmy w paranoje, nie chodzę też poklejona błotem, a moje uzależnienie od prostownicy wymusza na mnie, aby raz na jakiś czas mieć dostęp do gniazdka i podpiec sobie grzywkę. Tym bardziej wizja spania na polu namiotowym przypadła mi do gustu, chociaż zapewne zadowoliłabym się 5- cioma minutami z kontaktem na stacji benzynowej.

Spaliśmy w miejscach boskich, że aż ciężko sobie lepsze wymarzyć: pole namiotowe RijoCamping pod Łomnicąw samym sercu Słowackiego Raju, z widokiem na Jezioro Szczyrskie oraz nad Wielką Marą Każdy niósł ze sobą coś innego, dreszczyk niepewności dotyczy tylko tych na dziko. Czasem pojawia się pytanie czy ktoś się nas przyczepi, czy dosuną nam mandat? A może ktoś nam po prostu walnie. Takie rzeczy na szczęście nigdy się nie wydarzyły. Wręcz przeciwnie, mamy święty spokój , śpimy jak zabici, a i bardziej dziko, tym jest przyjemniej. Uczucie że cały widok i okolica są na krótką chwile jedynie Wasze, jest bezcenne.

Pierwsza noc i od razu widok na Tatry Wysokie. Jako, że to mój drugi wypad w Tatry (wstyd się przyznać), to mogłam napatrzeć się do woli. Nocleg nr 2 to sam środek Słowackiego Raju, perspektywa, że do wejścia na Szlak Sucha Bela mamy zaledwie kilka minut była niesamowicie inspirująca. I już dziś wiemy, że gdybyśmy jeszcze raz wybierali się w te okolice, to z całą pewnością nocowalibyśmy właśnie tam.

Spanko nr 3 to nieziemski widok na Lipnicką Marę, a co najważniejsze, nie musieliśmy tego piękna z nikim dzielić!!!!!!!!!!! Słowacja ma do zaoferowania wiele miejsc campingowych, nikogo nie dziwi, że będziecie chcieli spać w aucie. Takie pytania zadano nam na każdym sprawdzonym przez nas Campingu. Jest to dość popularne, jak widać.

Na do widzenia nocleg z przytupem, w środku miasta,  z widokiem na kładące się do snu Niemiestów. Jeżeli chcecie poczytać o tym gdzie spać na dziko i nie tylko to możecie zerknąć TU. Nie ma bowiem sensu dublować tematu.

Jak to wyszło finansowo?

Koszt noclegu GREYMOUSELAND: 112,00 pln

  • RijoCamping 12,00 €* (52,00 pln)
  • Camping Podlesok 14,00 €*  (60,00 pln)

Oczywiście wartość ta mogłaby wynieść 0 zł, czasem pozwalamy sobie na ekstrawagancje;)

WYŻYWIENIE

Słowacja to kuchnia tłusta, domowa i pyszna. Nie jestem blogerką kulinarną, nie jadam w restauracjach, a w barach mlecznych, wszędzie tam, gdzie żywią się „lokalsi”. Dlaczego nie lubię jadać w restauracjach, bo jest to dla mnie przerost formy nad treścią. Poza tym przyświeca mi idea taniego podróżowania, więc budżet nie zakłada takiej „rozpusty”:) 100 zł wydane na ładnie podane jedzenie wolę przeznaczyć na bilet lotniczy. Oczywiście jeżeli macie większe oszczędności to nic nie stoi na przeszkodzie by zaszaleć:) Każdy robi to co lubi.

Kuchnia słowacka jest zróżnicowana w zależności do regionu, na obszarach północnych, czyli tych, które zwiedzaliśmy, królują kasze,  kapusta i nabiał. Możecie zatracić się kulinarnie jedząc: bryndzove halusky, czyli drobne kluseczki z ciasta ziemniaczano-mącznego podawane z bryndzą, skwarkami i kiszoną kapustą. To połączenie jest niebem w gębie. Koniecznie spróbujcie oravskie korbaciky, to oscypki w kształcie wiązek cienkich włókien, zaplecione w warkocze. Spotkaliśmy je w wersji solonej i wędzonej. Można je dostać w Kauflandzie i nawet w naszym wiejskim sklepie w Kisielinie były dostępne.

Zupa czosnkowa nie ma sobie równych, podawana z grzankami i startą bryndzą jest przepyszna. Oddech po niej mocny, a ciało zdrowe, nie tknie go żaden wampiry.

Nie można zapomnieć o knedlikach z gulaszem i czosnkowych plackach ziemniaczanych i pierogach z bryndzą. Aaaaa i oczywiście vyprazeny syr z frytkami. Na słodko zaś palacinky so zavareninou (naleśniki z konfiturą) i zmarzlina czyli lody. Po zjedzeniu tego wszystkiego w ciągu 5 dni waga mocno zadrżała w posadach, ale co począć. Przecież nie jadam smażonego serca codziennie! A szkoda…Zamiast Polaka mogłam szukać męża Słowaka. Pewnie to szykowałby mi na obiad…(patrz poniżej)

Aaaaaaaa i oczywiście zapomniałam o Kofoli!!! Jedynej w swoim rodzaju słowackiej Coca Coli, może na początku jej smak Was odstręczać, po 5 ciu dniach wróciłam do Polski silnie uzależniona.

Przykładowe ceny dań obiadowych w schroniskach i barach 4-5 euro. W restauracji to około 9 euro w górę.

Obiektywnie rzecz ujmując za całodniowe wyżywienie dla jednej osoby należy liczyć 10 euro. Nie biorę w tej kalkulacji pod uwagę jedzenia w restauracjach. Za 10 euro da sie spokojnie przeżyć, nie będzie może chodzić przejedzeni, ale najedzeni. Jeżeli ograniczycie się jedynie do obiadów na Słowacji, a śniadania i kolacje będzie szykować z własnego przytarganego w aucie prowiantu, to spokojnie zmieścicie się 5 euro dziennie.

Oczywiście nie można zapomnieć o napojach, przykładowe ceny oscylują w granicy:

  • woda 0,6 €
  • Kofola 1,2 €- 2 l
  • kawa 1 €
  • piwo 0,7 €-1,2 €

Ceny są bardzo zbliżone do naszych, nie będą na Was czekały większe niespodzianki. Może poza jedną. Kupując lody w gałkach okazało się, że Słowacy osobno kupują lody, osobno wafelki:) Taki nius! Ja byłam w szoku i chciałam podać rękę, aby Pani nałożyła mi na nią loda.  W końcu całe życie jestem na diecie i pierwszy raz w życiu miałam okazje ograniczyć ilość kalorii o chrupiącego cukrowego rożka.

Koszt wyżywienia GREYMOUSELAND: 430,00 pln

  • 10,00 € x 5 dni x 2 osoby (430,00 pln)

INNE KOSZTY

Pod hasłem inne koszty kryją się bilety wstępów i opłaty za parking. 

Podobnie jak w Polsce parkomaty obowiązują od 9 do 17. W niedziele i święta nie będziecie za parking płacić wcale. A jeżeli już Was konieczność przyciśnie to koszt parkingu to 0,5 – 1 Euro za pół godziny. Parkingi przy miejscach obleganych turystycznie kosztują około 2-6 €.

Bilety wstępów to temat rzeka, bowiem wszystko zależy od tego co Was będzie interesowało i co będziecie mieli ochotę zobaczyć. Mieliście w planie zwiedzić dwa zamki w Starej Lubowlej i Orawie, udało się zobaczyć ten pierwszym. Przy drugim stanie w kolejce zabrałaby dwie godziny.

Inne koszty GREYMOUSELAND: 266,60 pln

  • bilet wstępu na Hrad w Starej Lubowlej 5,00  € x 2 = 10,00  €
  • parking Stara Lubowla 2,00 €
  • bilety wstępu do Słowackiego Raju – 1,50 €x 2 = 3,00 €
  • paking przy Słowackim Raju  – 3,00 €
  • wjazd na Łomnickie Pleso – 22,00 € x 2 = 44,00 €

Ile to wszystko wyniosło?

Uwzględniając koszty bez wyżywienia zamknęliśmy się w kwocie w 830,00 zł za 5 dni dla dwóch osób. Co daje 415 zl na osobę. Gdybyśmy przyjęli średni koszt 10 € za wyżywienie jesteśmy w stanie zamknąć się w kwocie 1260,00 zł, co daje 630,00 zł na osobę. Wiadomo, że można taniej i można drożej. Bywały wyjazdy, gdy było baaardzo tanie, ale przyznam Wam szczerze, że M zaczął sie stawiać !!! Tak!!! Wierzę, że powróci na drogę podróżniczego żula.

Wszystko jest bardzo subiektywne. Zależy od tylu czynników, że głowa mała:) Lubię zobaczyć dużo, za nieduże pieniądze. I tego będę się w dalszym ciągu trzymała. Czy cena 630,00 zł jest duża?/ mała? Zostawiam to Waszej ocenie.

Mogłabym prowadzić wywód, że można taniej, można rowerem, można z namiotem i bez samochodu. Jasne, że można. Ta przygoda odbyła się jednak przy pomocy naszego pogromcy szos. Mam jednak wielką nadzieję, że na rower też w końcu przyjdzie czas!!!!!!!!!

Przyjemniej lektury Drodzy Czytelnicy, a nóż widelec wpis ten pomoże Wam dopiąć domowe budżety i spędzić wakacje poza domem:)

*kurs euro ~ 4,3 pln

Dodaj komentarz