Pociągiem do Ella – niekończąca się podróż przez herbaciane pola

 Każdy kto planuje podróż na Sri Lankę ma zapewne w swoim harmonogramie zwiedzania plantacje herbaty. W moim przypadku nie było inaczej. Naczytałam się bowiem przed wyjazdem chociażby o Liptonie i z sentymentem parzyłam kolejną żółtą torebeczkę. Marzyłam o tym, by zobaczyć herbaciane królestwo na własne oczy. By się do niego dostać trzeba odbyć długą podróż, niezapomnianą i niepowtarzalną, bo pociągiem, który 300 km trasę pokonuje w 10-12 godzin. I nie jest to fikcja, a najprawdziwsza prawda.

Pociąg zaczyna swoją trasę w Colombo Fort, najwcześniejsza godzina odjazdu to 5:55 *rozkład i właśnie o tej porze zdecydowaliśmy się rozpocząć naszą herbacianą przygodę. W przewodnikach straszyli, że olbrzymie kolejki do kasy uniemożliwią nam zakup biletu, dlatego też zdecydowaliśmy się koczować całą noc na dworze w oczekiwaniu na kasjera, który otworzy stylowe okienko, jeszcze bardziej stylowej kasy w stylu kolonialnym. W folderach turystycznych nie zobaczycie prawdziwego świata, a podrasowaną rzeczywistość. Tymczasem srilankowy raj nie jest taki idealny, bieda zmusza ludzi w różnym wieku spać na dworcu, podłoga jest nimi uścielona i jedyne co mi przyszło do głowy patrząc na ten smutny widok to myśl: „jak dobrze, że nie mają zimy, wtedy wszystko byłoby jeszcze trudniejsze”. Starzy, schorowani, zdeformowani śpią więc na tekturach, starych szmatach i czekają do rana, by móc iść żebrać, albo wsiąść do pociągu…

Stacja w Colombo to także miejsce, gdzie kobiety kąpią dzieci w wannie, w dworcowej toalecie. Z czasów kolonialnych pozostał podział na toalety dla białych i lokalnych, jednak te dla białych są zamknięte. Człowiek z Europy wzbudza sensacje, wyróżnia się na tle innych wzrostem, ubraniem, przede wszystkim tym, że jest biały. To dziwne uczucie być lustrowanym góra dół przez setki ludzi, ale tak po prostu jest.

Gdy nadjeżdża pociąg zaczyna się prawdziwe przygoda, bowiem zanim na dobre zahamuje, wszystkie miejsca są już zajęte, te stojące także. Do hamującego pociągu trzeba wskakiwać w biegu, inaczej możecie zapomnieć o miejscu siedzącym. Co ma istotne znaczenie, bowiem przed Wami conajmniej 9 godzin jazdy! Człowiek poddaje się więc temu tłumowi i wskakuje do pociągu nie posądzając siebie o takie wariackie skłonności. Gdy już uda się wejść i siąść to uczucie ulgi jest ogromne.

Jadąc tak wyjątkowym pociągiem w kierunku pól herbaty czuje się ogromną ekscytacje. Może i dlatego, że już bliżej ludzi, prawdziwego świata być się nie da. Przez tyle godzin ma się możliwość doświadczania ich codzienności, można się zastanawiać kim są, dokąd jadą? I czy oni tak codziennie?  Przez 10 godzin przez wagon przemknęło wiele osób, jedne towarzyszyły nam niemalże przez cała podróż. Ich zaciekawienie nami można było zaobserwować w  muskaniu nas po rękach, głaskaniu i sprawdzaniu jaka jest w dotyku nasza skóra:) , niektórzy robili groźne miny, inny cały czas się uśmiechali, jeszcze inni spali, śpiewali, przechadzali się. Pomiędzy tymi obserwacjami udawało się na dłuższą chwilę stracić przytomność od upału i usnąć naprawdę twardo, i tak na okrągło. Jedynym naszym zadaniem było podglądanie, spanie, jedzenie, podglądanie, spanie.

Im wolniej jechał pociąg tym piękniejszy robiły się widoki, te herbaciane morza na dobre można było podziwiać od Kandy, jakże słodko brzmiącej miejscowości. Pociąg jechał tak wolno, że szybciej można by było biec obok, ale po co? Cały rok wszędzie się spieszymy, wiec tym razem w końcu można było zwolnić.

Jeżeli myślicie ze przez tyle godzin w pociągu można paść z głodu to jesteście w błędzie. Sri Lankowy pociąg to jeden wielki catering. Kosze mango, roti, soczewicowe kulki, ryż z imbirem, wszystko to można kupić od pociągowych handlarzy. Ich przechadzki po przedziałach nie maja końca i trzeba przyznać, że zapachy kuszą, zwłaszcza po tylu godzinach siedzenia. A od siedzenia puchną nogi, po tylu godzinach nasze wyglądały jak balerony, kostki były gdzieś tam ukryte pod naciągnięta skórą i wyglądało to wszystko tragi-komicznie.

Trasa Colombo-Ella jest jedną z najbardziej spektakularnych i malowniczych na świecie – to prawda, nie często ma się okazje oglądać plantacje herbaty we wszystkich odcieniach zieleni, drzewa cynamonowe i polować na szalone zdjęcie wychylając się z jadącego pociągu. Wagony niebieskiego pociągu są otwarte, można siedzieć w przejściu i machać nogami. U nas by to nie przeszło! I polowanie na sam pociąg to nie lada przygoda, ale to już zupełnie inna historia, która zaczęła się w Ella. cdn…

*post ten powstał ze specjalną dedykacją dla „Wykolejeni – historie z podróży koleją”

 

2 Replies to “Pociągiem do Ella – niekończąca się podróż przez herbaciane pola”

  1. No i mam już kolejne miejsce, które chcę odwiedzić w życiu!

    1. Koniecznie!!!

Odpowiedz na „BartAnuluj pisanie odpowiedzi