Tanie zwiedzanie Singapuru – od świtu do zmierzchu

Singapur. Państwo – miasto położone w południowo-wschodniej Azji. Znajduje się na samym krańcu półwyspu Malajskiego. Singapur zwany jest Miastem Lwa, a to za sprawą etymologii pochodzenia nazwy kraju – singa (lew) i pura (miasto). Jego kompaktowa wielkość pozwala go zwiedzić i oswoić się z nim, w zaledwie w dwa, trzy dni. Co więcej, już po kilku godzinach przebywania tam staje mniejszy, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Przestaje przytłaczać i zaczyna się podobać. Na dalszy plan schodzi jego uporządkowanie, czy zakazy (jak chociażby ten o żuciu gumy). Przestrzegając reguł można spokojnie chłonąc atmosferę Singapuru i dać się mu na chwilę porwać tętniącemu życiem miastu.

Singapur nie należy do tanich miast, jednak dla chcącego nic trudnego. Nie brakuje tutaj rozrywek, które można sobie zafundować dysponując bardzo małym budżetem. Oczywiście najpierw trzeba się tutaj dostać.

Jednak jeśli już tutaj będziecie, to ogrom wrażeń murowany. Tutaj nie można się nudzić i na każdym kroku będziecie mówić wooow. Singapur ktoś sobie dobrze przemyślał, nowoczesność miesza się z historią, dzielnice miasta gładko przechodzą jedna w drugą i wszystko tutaj do siebie pasuje. Jest czysto, bezpiecznie i jasno, nawet w środku nocy. Powstaje pytanie czy Singapur w ogóle śpi?

To państwo-miasto  można zwiedzać od zmierzchu do świtu. Będąc tutaj szkoda marnować dnia i warto poczuć różnorodność tej metropolii już od samego rana. Prawda jest taka, że o każdej porze można znaleźć tutaj coś wartego zobaczenia.

Zwiedzanie najlepiej zacząć zdala od wszechogarniających drapaczy chmur i zanurzyć w bezkresnej zieleni w Singapore Botanic Gardens.  Każdy kto ceni sobie bliskość przyrody powinien zacząć od tego właśnie miejsca. Pomimo, że Singapur to miasto bardzo wysoko rozwinięte, nie brakuje tutaj takich właśnie enklaw zieleni, które są oazą spokoju oraz dają możliwość ucieczki od wielkomiejskiego zgiełku. Singapore Botanic Gardens to nie byle jakie ogrody, docenienia ich wyjątkowości można upatrywać we wpisaniu ich na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Obecność Sir Stamford Raflleszałożyciela miasta,  jest namacalna na każdym kroku i to właśnie on, jako miłośnik przyrody założył  ten Botaniczny i Eskperymentalny Ogród. W singapurskich ogrodach zaadaptowano uprawę kauczukowca, który stał się ważną częścią gospodarki.  Od I połowy XX wieku ogród zaczął specjalizować się w uprawie orchidei. Różnobarwne krzyżówki tych roślin zachwycają i można ich rozmaite hybrydy podziwiać w dedykowanym specjalnie dla nich Ogrodzie Orchidei.  Jednak to nie wszystko, można poczuć klimat dżungli w Lesie Deszczowym, czy zobaczyć różne odmiany imbiru  w Ginger Garden.  Warto zarezerwować sobie kilka godzin na to miejsce, zgubić się w alejkach otoczonych zielenią i podziwiać te cuda natury.

Miłośnicy plaży, wody i morskich widoków muszą odwiedzić wyspę Sentosa. To przede wszystkim miejsce wypoczynkowe Singapuru,  za sprawą plaż i licznie występujących tam atrakcji. Na Sentosie znajdziecie m.in. Kasyno, Park rozrywki Universal Studios, Delifinarium, Awkarium, a także słynną statuę Merlina. Jeżeli macie ograniczony budżet to zapewniam Was, że spacer po plaży czy gapienie się na palmy również może dostarczyć ciekawych wrażeń.

Sceneria Sentosy jest iście rajska, dookoła latają papugi, piaseczek jest żółty i delikatny, a palmy naprawdę wysokie! Dotrzeć tutaj można na rozmaite sposoby, autobusem, samochodem, kolejką linową czy na piechotę przy pomocy mostu, który łączy wyspę z lądem. Opcja spacerowa jest darmowa i taką właśnie testowałam osobiście.

Singapur podzielony jest na dzielnice, za sprawą rozmaitych nacji, które osiedlały się w tym rejonie świata. Podział Singapuru na kulturowe części to temat rzeka. Ciężko wybrać tą ulubioną, najpiękniejszą. Kulinarna i kulturowa różnorodność jest tutaj tak doskonale widoczna, że przechadzając się z jednego obszaru na drugi, można odnieść wrażenie, że teleportowało się do innego kraju. I tak nie można pominąć Chinatown, ze swoim bogactwem barw, smaków zapachów, kimon, pałeczek do jedzenia i lodów o smaku duriana. Jest naprawdę orientalnie, odmiennie, smacznie i tłoczno.

Little India przeniesie Was w świat Bollywood. Dzielnica indyjska jest kolorowa, pełna kwiatów, aromatycznych przypraw.

Kampong Glam to muzułmański akcent w tym multikulturowym mieście. Nie brakuje meczetów, ze złotymi kopułami, które mienią się już z daleka.

Najbardziej nowoczesna jest Orchard Road, którą niegdyś porastały plantacje gałki muszkatołowej. Ta dzielnica handlowa jest rajem dla zakupoholików, gdyż to właśnie tutaj mają swoje siedziby topowe marki. To konsumpcjonistyczne niebo.

Colonial District, to kolejna dzielnica tego ogromnego państwa-miasta. Niech nie zwiedzie Was to, że wymieniłam ją na na ostatnim miejscu. To tutaj wszystko się zaczęło. Dowodem na to jest pomnik pomnik Stamforda Raffles, Anglika, który dzięki swojej intuicji zamienił rybacką wioskę w jedną z największych metropolii świata. Stąd już blisko do Marina Bay, miejsca które jako pierwsze przyciąga turystów. Dlaczego?

Otóż zatoka ta skupia w jednym miejscu szlagierowe punkty zwiedzania Singapuru, to właśnie je dostrzeżecie na wszystkich pocztówkach, mapkach, magnesach i innym pamiątkach z tego zakątka świata. Warto poszwendać się tutaj bliżej godzin wieczornych i skierować się do Ogrodów nad Zatoką (Gardens by the Bay), które diametralnie różnią się od Botanic Garden.

Tutaj przoduje futurystyczna wizja żywcem wyjęta z Avatara. Ten 100 hektarowy obszar stanowi połączenie natury i nowoczesności. Wyszło z tej mieszanki coś tak niesamowitego, że przyciąga tłumy z całego świata, a to za sprawą architektów inżynierów i botaników, który zaprojektowali coś wyjątkowego. Drzewa przyszłości sięgają nawet 50 metrów. Pod ich kopułami przebiega kładka, z której rozciąga się panorama na miasto. Ale same supertrees to nie wszystko. Warto zobaczyć je w dzień i dla porównania po zmroku, kiedy to prezentują świetlny spektakl, który naprawdę robi niesamowite wrażenie.

Z ogrodów już niedaleka droga do Marina Bay Sand. Kompleks ten składa się z trzech 55-cio piętrowych drapaczy chmur, połączonych platformą o zaledwie 340 metrach długości i zawieszonej 200 metrów nad ziemią. To właśnie tam, w chmurach znajduje się najdłuższy odkryty basen świata, zwany „basenem nieskończoności”. Atrakcja ta zarezerwowana jest tylko dla hotelowych gości, a doba hotelowa do najtańszych nie należy. Od samego patrzenia w górę kręci się w głowie, ciekawe jakie odczucia towarzyszą kąpieli na takiej wysokości?

Gdy zajdzie słońce hotel widać z daleka jeszcze dobitniej nie tylko za sprawą setek hotelowych okien, ale przemyślanego oświetlenia, które sprawia, że nie ma opcji, by ten pływający hotel źle prezentował się na zdjęciach.

Wieczorem urzeka również Merlion, który prężnie pilnuje zatoki. Ten w Marina Bay Sand jest bardziej oblegany z dwóch powodów, jest w centrum miasta i oprócz tego, że jest pomnikiem, to dodatkowo fontanną. Gdy zajdzie słońce staje się obiektem fotograficznych prób zrobienia sobie z nim śmiesznych zdjęć. Możecie wierzyć lub nie, jednak kręcą się tutaj tłumy.  Sam pomnik został zaprojektowany na zamówienie Singapurskiej Organizacji Turystycznej, był to przemyślany zabieg marketingowy, jak widać udany bowiem na chwilę obecną jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i najważniejszych symboli Singupuru.

Warto zostać tutaj ciut dłużej, by móc o wyznaczonych godzinach zobaczyć iluminacje świetlne, które w rytm muzyki robią po raz kolejny już, niezapomniane wrażenie.  Jak sami widzicie darmowych wrażeń jest tutaj cała masa. Ale to jeszcze nie koniec.

Kawałek dalej, znajduje się centrum handlowe, w którym ukryta Fontanna Bogactwa. Za sprawą swoich gigantycznych rozmiarów została wpisana do Księgi Guinnessa. Składa się z ogromnego 66 metrowego pierścienia i wznosi się na 14 metrów w górę. Wiąże się z nią przesąd, który widnieje na tabliczce przy niej. Fontannę należy obejść dookoła trzykrotnie, trzymając przez cały czas dłoń zanurzoną w wodzie. To zapewni nam przychylność losu i szczęście. Nie zaszkodzi pomyśleć życzenia;)

Po drodze do fontanny warto zwrócić uwagę na budynek teatru przypominający kształtem owoc Duriana. Po zmroku jest pięknie podświetlony i bez wątpienia bardziej rozpoznawalny.

Nie można zapomnieć o moście Helix Bridge, który naśladuje helisę DNA. Za dnia nie robi takiego wrażenia, jak właśnie po zachodzie słońca.

Takich iluminacyjnych smaczków jest cała masa, trzeba tylko dobrze się rozglądać. Już same drapacze chmur tworzą spektakularny obraz miasta, które tętni życiem o każdej porze.

Singapur może się podobać bądź nie. Ja należę do pierwszej grupy, bo mnie Singapur zachwycił. Obraz miasta wciąż się tworzy. Przyciąga do siebie ludzi nie za sprawą zabytków i przeszłości, nie jest ona bowiem aż tak długa. Singapur przyciąga swoim rozmachem, odwagą inżynierów i spektakularnymi wizjami, które znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. I jak widać z ogromnym powodzeniem, przy aplauzie setki tysięcy odwiedzających to niepowtarzalne państwo-miasto.

Dodaj komentarz